poniedziałek, 5 listopada 2012

Imagin z Harrym

Wczoraj wieczorem napisałam tego imagina. Miałam wenę, że hej, dlatego tak się rozpisałam : 3
Przepraszam, jeśli to źle  :P
Dobra, koniec gadania . macie imagina : D


Jest 17 listopada. Siedziałam samotnie przy grobie mojej babci. Osoby, która była dla mnie najważniejsza. Zawsze mi pomagała, wspierała, cieszyła z moich sukcesów, ignorowała wady, wyolbrzymiała zalety. Minął tydzień od jej śmierci. Każdy dzień teraz spędzam tak samo. Rano przychodzę na jej grób. Wrzucam listy pisane wieczorem leżąc w łóżku. Codziennie. Ni e chcę przebywać w miejscu, które tak bardzo mi ją przypomina – dom. Przeżyłam z nią wiele wspaniałych chwil. Zajmowała się mną gdy tata – producent muzyczny, i mama – dziennikarka, byli zbyt zapracowani, by myśleć o swojej córce. Mimo podeszłego wieku była żywą emerytką. Często chodziłam z nią na spacery, jeździłam na rowerze… Gotowała przepyszne posiłki. Przytulała jak nikt. Kochała mnie całym sercem. Teraz już jej tu nie ma i to bardzo boli. Byłam bardzo przywiązana. Położyłam na nagrobku trzy żółte tulipany – jej ulubione kwiaty. Łza spłynęła mi po policzku. Szybko ją otarłam. Spojrzałam na zegarek. 21.33. Muszę wracać do domu. Wstałam z ławeczki stojącej przy grobie babci i udałam się w kierunku najbliższego przystanku. Włożyłam ręce w kieszenie szarej kurtki. Zobaczyłam nadjeżdżający autobus. Podbiegłam i wsiadłam do pojazdu tuż przed zamknięciem drzwi. Usiadłam i oparłam głowę o szybę. W uszy włożyłam słuchawki i zatopiłam się w muzyce. Nie chciałam myśleć. Wysiadłam z autobusu i powolnym krokiem podążyłam w stronę domu. Ostatnio dużo schudłam. Nie miałam na nic ochoty. Nie chodziłam do szkoły… Otworzyłam furtkę i weszłam do zadbanego ogrodu. Jak zawsze.. Ale kiedyś to ja i babcia go pielęgnowałyśmy. Otwarłam drzwi do domu i weszłam do środka. Zdjęłam kurtkę i buty, a z uszu wyciągnęłam słuchawki. Usłyszałam z jadalni strzępy rozmowy i śmiechy. Oczywiście. Ojciec znowu zaprosił te swoje gwiazdeczki. Poszłam czym prędzej do swojego pokoju. Wzięłam zeszyt, ołówek i gumkę, po czym usiadłam na łóżku i zaczęłam rysować. Usłyszałam kroki. Ktoś otworzył drzwi do pokoju. Był to wysoki chłopak o kręconych włosach.
- Oj, przepraszam. – uśmiechnął się z poczuciem winy.
Pokiwałam karcąco głową, nie zamierzałam zaprzeczać prawdzie – przeszkodził mi.
- Jestem Harry. – spojrzał na mnie.
- Fajnie, że poznałam kolejną z gwiazdeczek ojca, dzięki którym nie ma czasu dla mnie. Możesz już sobie iść? – patrzyłam na niego ze zdenerwowaniem.
Stał przez chwilę lekko zdziwiony, po czym zamknął drzwi i odszedł. Miałam poczucie winy, że tak go potraktowałam. Nie chciałam…
Poszłam do łazienki, umyłam się i przebrałam w piżamę. Surfowałam jeszcze przez jakiś czas po Internecie. Spojrzałam na zegarek. 23.12. Odłożyłam laptopa i położyłam głowę na poduszce. Zamknęłam oczy i przed oczami pojawił mi się chłopak, którego wcześniej tak okropnie potraktowałam. Miałam okropne poczucie winy. Nie mogłam zasnąć.  Przez całą noc o tym myślałam. Następnego dnia oczywiście zamierzałam iść na cmentarz. Wstałam, ubrałam się i zeszłam na dół.
- Cześć skarbie, co zjesz? – przywitała mnie mama. Zdziwiłam się, że w ogóle pamięta jeszcze, że istnieję. Bez słowa wzięłam tosta i mały sok. Skierowałam się w kierunku hallu. Założyłam buty i kurtkę, kończąc spożycie kanapki. Sok włożyłam do kieszeni kurtki.
- Gdzie się wybierasz? – zapytała mama.
- Tam gdzie zawsze. – mruknęłam i wyszłam, trzaskając drzwiami. Zdenerwowałam się. Myśli, że to, że teraz się mną interesuje zrekompensuje mi te wszystkie lata bez jej wsparcia. No to już naprawdę jest jakiś żart. Dotarłam na cmentarz jak zwykle autobusem. Po drodze kupiłam znicz i mały bukiecik. Poszłam na grób babci. Zgarnęłam jesienne liście z nagrobka, pozapalałam zgaszone przez wiatr znicze. Zwiędnięte kwiaty położyłam obok grobu, by kiedy będę wracać wyrzucić je. Zapaliłam znicz i postawiłam go na nagrobku. Bukiecik położyłam obok znicza. Usiadłam na ławce i wpatrywałam się w tablicę głoszącą kiedy zginęła babunia i ile miała lat. Dzień mijał mi jak poprzednie. Nagle poczułam na sobie czyiś wzrok. Odwróciłam się. Zobaczyłam chłopaka, którego dzień wcześniej obraziłam.
- Co ty tu robisz? – zapytałam, a po chwili dodałam. – Przepraszam za to co wczoraj powiedziałam. Po prostu teraz jest to dla mnie bardzo ciężki okres i… - zabrakło mi słów. Pokiwał głową na znak, że mnie rozumie. Usiadł obok mnie, a moje serce trochę przyśpieszyło, nie wiem czemu. – Jestem [T.I.] – odparłam.
- Co się stało? – zapytał patrząc mi w oczy, a chwilę później na nagrobek.
- Jakby to… 8 dni temu zmarła najbliższa mi osoba… - spojrzałam na ziemię.
- A rodzice? – powiedział niepewnie.
- Rodzice? – parsknęłam. – Teraz sobie przypomnieli o moim istnieniu. Dla nich nie liczy się nic poza pracą. Są siebie warci.
- To dlatego tak na mnie zareagowałaś…
- Tak…
Poczułam jak jego ramie mnie obejmuje. Przytulił mnie. Nie wytrzymałam i z moich oczu popłynęły łzy. Wycierał każdą z nich.
- Nie rozumiem.. – wyszeptałam przez łzy. – Ja cię tak potraktowałam, a ty wysłuchujesz moich żalów.
- Co tu rozumieć? – Harry spojrzał mi w oczy. – Próbuję udowodnić, że nie jestem taki jak myślisz.
Uśmiechnęłam się lekko i przestałam płakać. Wstał i wyciągnął do mnie rękę. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Nie pozwolę, by ten dzień był taki jak ostatni tydzień. – ukazał dwa rzędy śnieżnobiałych zębów w uśmiechu. Niepewnie chwyciłam jego dłoń. Pomógł mi wstać i zabrał mnie na spacer. Tak, na spacer po cmentarzu. Wylewaliśmy swoje smutki i żale. Wieczorem odprowadził mnie do domu. Pożegnałam się i weszłam do domu. Gdy zdejmowałam kurtkę odkryłam w kieszeni małą karteczkę. Było napisane tylko: „Zadzwoń” i rząd cyfr…

PÓŁTORA ROKU PÓŹNIEJ
Właśnie dobiegają końca moje wakacje z moim kochaniem, Harrym Stylesem.
Spędziliśmy cudowne dwa tygodnie na wyspie niedaleko wybrzeży Miami. Dzień przed wyjazdem Harry namówił mnie na popływanie łódką przy atlantyckich brzegach. Uśmiechałam się patrząc na jego piękne, zielone tęczówki, wiedząc, że należą tylko do mnie.
- Kochanie, zobacz. – wskazał coś za mną. Odwróciłam się, ale nic nie dostrzegłam.
- Harry, tam nic nie… - słowa zamarły mi w ustach. Harry patrzył mi w oczy trzymając małe czerwone pudełeczko, w którym tkwił pierścionek.
- [T.I.]. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Każdego dnia nadajesz mojemu istnieniu nowy sens. Zechcesz uczynić mi ten zaszczyt i zostaniesz przy mnie do końca naszych dni? – wyszeptał patrząc mi w oczy i chwytając moją prawą dłoń. Nie mogłam wydusić słowa. W moich oczach zbierały się łzy szczęścia. Pokiwałam głową, a mój partner wsunął pierścionek na mój palec serdeczny. Przytuliłam się do niego. Pocałował mnie namiętnie. Po powrocie do Londynu zaczęliśmy planować ślub…



I co myślicie . ? : 3



4 komentarze:

  1. Zarąbisty ! ;D
    Czekam na następny <3 ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. WOWW ! ŚWIETNIE ! Zapraszam na mojego bloga: http://myhistoryabout1d.blogspot.com/. To mój pierwszy blog z opowiadaniem, mam nadzieję że Ci się spodoba i pozostawisz pamiątkę w postaci komentarza :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Lofciam! Kocham twojego bloga! Czekam na nastepny rozdział i zapraszam do mnie gdzie pojawił sie nowy rozdział:
    http://onedirectionlife-opowiadanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Awww końcówka najlepszy kocham jak piszesz i pisz oczywiście dalej kocham cię

    OdpowiedzUsuń